Orelec - zapraszamy w Bieszczady!
WITAMY w ORELCU > WAŻNIEJSZE EPIZODY Z DZIEJÓW ORELCA > Okres międzywojenny 1919 - 1939

Okres międzywojenny 1919 - 1939

1919 r. - Okres międzywojenny sprzyjał rozwojowi wsi. Orelec wówczas liczył ponad 160 gospodarstw, posiadał nową szkołę drewnianą, do której uczęszczało około 120 uczniów. Budynek ten znajdował się w górnym końcu wsi.

Świadkowie tamtych czasów tak relacjonują okres II Rzeczypospolitej. „Po I wojnie światowej, gdy do domów powrócili z frontu południowego zmobilizowani w 1914 r. mężczyźni upowszechnił się zwyczaj mówienia czysto po polsku i potrzeba kształcenia dzieci. Dawni żołnierze austriaccy o polskim rodowodzie przynieśli tę zasadę z wojny dzięki oficerom polskiego pochodzenia, którzy uświadomili im w jaki sposób należy troszczyć się o wolną ojczyznę po tylu latach narodowej niewoli. W niedziele i święta całymi rodzinami chodzili do kościoła w Uhercach, mówili tylko po polsku i zwyczaj ten przyjął się w całej wsi, nawet u Rusinów. Tzw. potocznie „mowa chachłacka” złożona ze słów polskich i rusińskich została powoli wyparta przez poprawną polszczyznę. Według relacji najstarszych mieszkańców wsi w Orelcu mało kto mówił czysto po ukraińsku, zaledwie kilka uświadomionych narodowo rodzin.
Mieszkańcy nie rozróżniali pojęć etnograficznych w dzisiejszym ich znaczeniu. Na mieszkańców wiosek położonych za Soliną w głębi gór i zajmujących się z reguły gospodarką pasterską mówiono popularnie „górniaki”, a pojęcie Bojko nie było znane. Wąski przesmyk Sanu, w którym stoi dziś tama solińska uważano tutaj za granicę świata między górami a dolinami.”
Jedna z kobiet pamiętających tamte czasy tak je opisuje: „We wsi każde gospodarstwo było samowystarczalne. W okresie od wiosny do jesieni wysiłek całej rodziny skupiony był na zgromadzeniu zapasów żywności pozwalających przetrwać zimę i przednówek. Gromadzono więc w skrzyniach ziarno, suszono owoce i zioła, grzyby i nasiona roślin strączkowych, starannie układano w kopcach ziemnych ziemniaki, buraki, marchew, pietruszkę, seler. Dla wykarmienia bydła gromadzono w stogach brogowych siano i słomę. Wszyscy mieli wyznaczone przez ojca zajęcie i sumiennie wywiązywali się ze swoich obowiązków.
Codzienny ubiór był prosty i biały, nie wyróżniał Polaka od Rusina. Wszyscy chodzili jednakowo ubrani. Uprawiano dużo lnu, z którego wyrabiano cienkie płótno na koszule i grubsze z konopi na spodnie. Odzież codzienne użytku szyły kobiety. Mężczyźni skręcali z konopi sznury i powrozy. Hodowano też trochę owiec i z wełny wyrabiano ręcznie na drutach swetry. Założone na płócienne koszule zapewniały ciepło w czasie tęgich mrozów.
We wsi nie noszono bogatych strojów zdobionych, bo wszyscy byli biedni i nie stać ich było na nie. Strój ślubny dziewczyny składał się z białej koszuli i białej spódnicy oraz haftowanego czepca z różnobarwnymi wstążkami opadającymi na tył głowy i plecy. Pan młody do ślubu ubierał się w długi czarny kaftan sięgający mu do połowy łydki i spięty pod szyją spinką, a na głowę wkładał czarny kapelusz.
Bogatszymi strojami zakupionymi w mieście wyróżniały się tylko rodziny dobrze zarabiających kolejarzy. Oni też mieli na co dzień buty skórzane”.

1922 r. - w tym mniej więcej czasie dwór w Orelcu, wraz z należącymi do niego gruntami, wykupił od polskich właścicieli Rychtera i Findera Żyd Józef Monaster. Nowy właściciel dysponując areałem 2/3 gruntów rolnych starał się uzależnić od siebie poszczególnych gospodarzy, którzy użytkowali położone w wielu miejscach małe poletka o niewielkiej powierzchni kilku morgów. Dojechać do nich można było tylko drogami dworskimi. Za korzystanie z nich nowy dziedzic kazał płacić pracą odrobkową na rzecz gospodarstwa dworskiego w ilości ok. 30 dni rocznie. Ponadto za prawo zbierania chrustu opałowego w dworskich lasach - strzeżonych pilnie przez gajowego - trzeba było płacić dodatkowym odrobkiem w ilości ok. 60 dni rocznie. Powinności te bezwzględnie egzekwował od chłopów mając wsparcie swoich żydowskich adwokatów w przypadkach spornych. Prości ludzie byli więc od niego bardzo uzależnieni i niejednokrotnie krzywdzeni. Nie dziwi nas zatem dzisiaj fakt, że nie darzyli go sympatią za takie traktowanie.
Za pracę w folwarku dworskim płacono też symbolicznie, np za wynajęcie się do pracy na cały dzień 0,5 zł., za transport drewna własnymi końmi i wozem na duże odległości – 2 zł za dniówkę. Niezadowolenie chłopów stale więc rosło.

1933 r. - w biednej i uzależnionej od dworu na wzór niemal pańszczyźniany wsi doszło do strajku rolnego. Chłopi solidarnie nie poszli do pracy do dworu. Mijały dni i Żyd Monaster zmuszony był do ustępstw. Wytyczył ogólnodostępne drogi do pół i podniósł wysokość dniówki za prace najemne w gospodarstwie dworskim. Niektóre pola pozamieniano lub scalono w większe kawałki.
Wszyscy mieszkańcy wsi żyli skromnie. Na ogól spożywano dwa posiłki dziennie: rano przed wyjściem do pracy w polu i o zmierzchu po powrocie do domu. Wczesnym świtem słychać było we wsi żarna, na których silni młodzi chłopcy mielili ziarno na mąkę, z której matka przygotowywała rodzinie strawę. Na co dzień jadano placki jęczmienne lub owsiane, a mąka pszenna była nie lada przysmakiem. Z niej to wykonywano wypieki na święta. Ponadto bułki pszenne i cukierki kupione dzieciom na jarmarku w mieście po przeprowadzeniu korzystnych transakcji były dla nich wielką nagrodą i ulubionym smakołykiem.
Odważniejsi i silni mężczyźni mając wsparcie finansowe rodziny wyjeżdżali do pracy za ocean. Po powrocie do wsi najczęściej stawiali nowe domy o kilku izbach z podłogami we wnętrzu i kryte blachą. Do wojny powstało ich zaledwie kilka i były symbolem zamożności właścicieli. Niestety w większości spłonęły podczas bombardowania wsi przez samoloty sowieckie w 1944 r. lub zostały spalone przez pijanych żołnierzy IV Frontu Ukraińskiego jako „domy kułaków”.