Orelec - zapraszamy w Bieszczady!
WITAMY w ORELCU > WARTO ZOBACZYĆ > Orelecki kamień - pomnik przyrody

Orelecki kamień - pomnik przyrody

                                 
Zielona ścieżka przyrodnicza przechodzi z pasma Żukowa przez Orelec na Michałowiec (471 m) do pomnika przyrody – skałki – zwanej popularnie „Oreleckim kamieniem”. Jest on wychodną ławicą z piaskowca, której czas nadał oryginalną sylwetkę.
   Z nim też wiąże się legenda „Kamienne serce macochy” spisana przez Oskara Kolberga.

 

            Kamienne serce macochy - legenda o kamieniu oreleckim:

 

Dawno, dawno temu mieszkał w Orelcu słynący z siły i dobroci Jędrzej. Wszystkie dziewki się w nim kochały i każda rada była mieć go za męża. Rosły Jędruś był wzorem zaradności, pracowitości i niezwykłej mądrości chłopskiej. Kiedy ożenił się Pan Bóg pobłogosławił jego małżeństwo dwoma pięknymi córkami bliźniaczkami. Wraz z żoną cieszyli się bardzo swoim szczęściem, ale – jak to wówczas bywało – w okresie srogiej zimy małżonka jego nagle zachorowała i odeszła niespodziewanie z tego świata. Rozpaczała cała rodzina i pogrążyła się w smutku. Został Jędruś sam ze swymi córeczkami starając się pogodzić pracę na roli z ich wychowaniem. Ciężko mu było samemu. W końcu dobrzy ludzie widząc jego trud zaczęli ponownie namawiać Jędrka do ożenku tłumacząc, iż we dwoje to życie jest lżejsze. Małżonka zapewne zajmie się wychowaniem córeczek, coś ugotuje i przy gospodarstwie pomoże...

Wyswatano mu piękną Ewkę, która obsypywała małżonka pięknymi i czułymi słówkami, tuliła się do niego, ale do pracy – jak się później okazało – była zbyt leniwa i nieskora. Po roku urodziło im się kolejna córeczka. Jędruś kochał całym sercem wszystkie swoje pociechy i pracował w pocie czoła na swym polu, by im zapewnić jak najlepsze życie. Codziennie przed wyjściem z domu – tak jak dawniej czyniła to jego matka – błogosławił swoje dzieci stawiając im znak krzyża na czole i oddając Bogu samemu w opiekę. Ewka zaś - po kryjomu przed mężem - okazywała wobec swoich pasierbic coraz większą nienawiść. Najpierw kazała im wykonywać prace ponad ich siły, a gdy nie mogły podołać wymaganiom macochy, to jeść im nie dawała. Nie szczędziła im przykrych słów i okazywanej niewdzięczności. Dziewczątka jednak z cierpliwością znosiły wszystkie te upokorzenia, aby kochany tatuś się nie dowiedział i nie był smutny z tego powodu. W końcu rozzuchwalona już Ewka chciała pozbyć się swoich pasierbic z izby i w komorze posłanie im zrobić. Jędruś jednak stanowczo zaprotestował i nie pozwolił na to, co mu też za złe miała.

Ewka postanowiła zatem pozbyć się pasierbic z domu podstępem. Późną jesienią, gdy już nocą mocne przymrozki dawały się we znaki, a męża w domu nie było, przymilając się niespodziewanie poprosiła obie dziewczynki, aby poszły z koszykiem do lasu i nazbierały poziomek dla swojej młodszej siostrzyczki. Wiadomo, że o tej porze roku, tuż przed nadejściem zimy poziomek w lesie już nie ma. Dziewczynki jednak posłusznie poszły ich szukać z obawy przed gniewem macochy. Gdy tylko wyszły z domu niewdzięczna macocha samego „diabła” prosiła, aby nigdy już nie wróciły do domu. Chodziły biedne dziewczynki prawie dzień cały po lesie szukając wszędzie poziomek, ale ich znaleźć nie mogły, bo drzewa już na czerwono ubrała im długa jesień. Dzień krótki szybko minął, słońce zaszło i nagle zaczęło się robić ciemno. Dziewczynki bały się wracać z pustym koszem do domu. Wtem wilki je wyczuły, okrążyły i już wydawało się, że je zjedzą. Ale dobry Bóg miał je w swej opiece. Spoczywało na nich codzienne błogosławieństwo ich ojca. A błogosławieństwo ojca, to inaczej oddanie dziecka Bogu pod jego skrzydła z pełną ufnością. To najkrótsza modlitwa powierzenia Bogu swego dziecka w opiekę.

Sprawił zatem Bóg, że mrówki oblazły zasypiającego niedźwiedzia w jego gawrze i tenże w tym niebezpiecznym dla dzieci momencie rozeźlił się, iż zapadanie w drzemkę mu utrudniają i ryknął tak przeraźliwie głośno, że aż się cały las zatrząsł. Wilki z kwikiem przerażenia pierzchły w popłochu podkuliwszy ogony pod siebie. Przestraszone dziewczynki przycupnęły pod krzakiem leszczyny, a gdy zapadł zmrok przytuliły się do siebie i zmęczone całodziennym chodzeniem za poziomkami po lesie twardo zasnęły.

Pod wieczór spracowany Jędrzej wrócił do domu i zauważywszy, że bliźniaczek nie ma w chacie zapytał Ewkę o nie. Ta zaś miłymi słówkami wyjaśniła, iż rano poszły do lasu chyba na jagody i do tej pory ich nie ma. Może zaszły do kogoś z gospodarzy - próbowała męża uspokoić. Ale Jędrusia ogarnęło złe przeczucie i nawet żadnego posiłku do ust nie włożył. Wstał od stołu zostawiając podane przez żonę jedzenie, wziął siekierę za pas i wyszedł z chaty na poszukiwanie swych córeczek. Najpierw obszedł wszystkie gospodarstwa i dowiedział się od ludzi, iż dziewki szły rankiem z koszem do lasu. Udał się zatem we wskazanym kierunku nawołując dziewczynki po imieniu, co sił w płucach. Echo niosło jego donośny głoś odbijając tylko po jarach. Przemierzał kolejne potoki i rozpadliska, jary i urwiska, a jego głos ochrypł już od ciągłego wołania. Po dziewczynkach nie było ani śladu. Noc zrobiła się ciemna, przymrozek wzmagał się i począł odczuwać chłód na spoconych plecach. Był już mocno zmęczony i utrudzony tym szukaniem. Zaczął więc z ufnością prosić Boga o pomoc. Aż tu nagle w sosnowym młodniku na skraju wsi niemal wyłonił się przed nim okazały kamień, którego nigdy wcześniej tam nie było. Zdumiony podszedł bliżej i ujrzał przy nim śpiące pod leszczyną i przytulone do siebie obie ukochane córeczki. Ich jasnowłose główki wsparte były o kosz, a ciałami ogrzewały się nawzajem w tę zimną jesienną noc. Uradowany wziął je obie na ręce, przytulił mocno do piersi i raźno zaczął schodzić do wsi. W drodze powrotnej córeczki wyznały ojcu całą prawdę o swym losie.

Gdy weszli do domu, jego żona Ewka leżała nieżywa na łóżku z otwartą klatką piersiową, jakby nożem rozciętą. Wezwano policjanta i urzędowego lekarza, który po dokładnych oględzinach ciała martwej Ewki orzekł, „że to chyba diabeł z niej serce wyrwał”. Domyślił się wówczas Jędruś wiedząc już jak traktowała swoje pasierbice, że to jej niewdzięczne „kamienne serce” wyrosło przy nich w lesie na górze, gdzie spały pod leszczyną. Od tej pory kamień w oreleckim lesie nad Myczkowcami przypominający kształtem serce ludzkie nazywany jest powszechnie„kamiennym sercem macochy”.